czwartek, 30 grudnia 2010

FB na 3 miejscu

Facebook ciągnie rośnie w siłę! Wydawać się może że nic nie może powstrzymać tego rozpędzonego pociągu.
Money. pl 2010-12-29 12:48 link>>
Yahoo pokonany, Facebook trzecią witryną na świecie
Facebook wyprzedził Yahoo pod względem ruchu na stronie. W listopadzie serwis zanotował 648 milionów unikalnych użytkowników, podczas gdy Yahoo "wyciągnął" jedynie 630 milionów. Facebooka wyprzedzają jedynie serwisy Google i Microsoftu (...)

Zapowiedziane niedawno rozwinięcie możliwości komunikacyjnych Facebooka jest przez wielu nazywane zabójcą gmaila. Mark Zukerberg oczywiście w sposób dyplomatyczny nie podpisuje się pod tym sformułowaniem. Perzyszłe rozwiązanie nie ma być zwykłym adresem emailowym tylko czymś ponad.  
Wiadomość ta już dawno nie jest nowością. Użytkownicy FB jednk wciąż oczekują na nowe udogodnienia. W między czasie serwis przeżył modernizacje wyglądu profili użytkowników. Plan rozwwoju wydaje się rozbudowany i dobrze przemyślany. 

środa, 10 listopada 2010

Starcie: facebook vs google

Gazeta Technologie 10.11.2010 Link>>
Google vs Facebook, czyli rzecz o bogactwie serwisów społecznościowych
Między Google a Facebookiem wrze - Google blokuje importowanie danych z Gmaila, Facebook obchodzi blokadę. Obie firmy starają się uzasadniać swoje stanowisko w sposób nacechowany wysoką ideologią, posługując się określeniami takimi jak "uwalnianie danych" czy "szacunek dla prywatności użytkownika". A w istocie chodzi o dość pazerne podejście do naszych danych. (...)
Od ubiegłego tygodnia temperatura pomiędzy dwoma gigantami internetu rośnie. Jestem bardzo ciekawy jak ta sprawa będzie toczyć się dalej. Wystąpienie konfliktu można było się spodziewać. Mimo tego, że o ile pamiętam wcześniej obydwie strony zaparcie twierdziły, że nie traktują siebie nawzajem jako konkurencji. A gra przecież idzie nie o nie małą stawkę. O duży pakiet danych, głównie na nasz temat - internautów. Kto ma wiedzę ten ma władzę. A za władzą idą także pieniądze.

niedziela, 7 listopada 2010

Jak zapomnieć dane użytkowników?

Czy KE nauczy Facebooka "zapominać" informacje użytkowników?

2010-11-07 Wyborcza.Biz; Konrad Niklewicz; LINK>>

Wszystkie informacje, które wrzucasz do serwisów społecznościowych, zostaną tam na wieczność. Chyba że Unii uda się wprowadzić "Prawo do zapomnienia" - regulacje, które zmuszą serwisy do usuwania z sieci treści, których sobie tam nie życzysz
Użytkownicy serwisów społecznościowych od dawna się skarżą na niejasne zasady przechowywania treści wrzuconych przez nich np. na własny profil na Facebooku lub NK, bo nikt nie ma pewności, jak te informacje (np. własne teksty i zdjęcia) są przechowywane. I co się z nimi dzieje, gdy ktoś zrezygnuje z usług serwisu. Czy naprawdę są kasowane? I jak to sprawdzić? (…)
Przypadki w których użytkownicy nie tylko portali społecznościowych, ale i w ogóle internetu, mieli kłopoty z powodu danych którymi podzielili się w sieci można mnożyć w nieskończoność. Można oczywiście powiedzieć że jest to kwestia wspomnianego przysposobienia internetowego. Ale czy na pewno to wystarczy do tego by być bezpiecznym w internecie? Raczej nie. Praktycznie każde informacje o nas samych mogą być wykorzystane w sposób, którego byśmy sobie nie życzyli. Odpowiednio sformułowane regulacje prawne, w szczególności w sferze międzynarodowej, z pewnością poprawiło by bezpieczeństwo danych internautów.

wtorek, 12 października 2010

Przysposobienie Internetowe

Po przeczytaniu tekstu Piotra Bratkowskiego w Newsweeku (42/2010) Przeprowadzka do sieci, nasunęły mi się kolejne przemyślenia na temat FaceBook'a. A zdarza mi się to za każdym razem gdy padnie ta nazwa. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Po pierwsze ... zupełnie jak autor tego artykułu przyznaje się do tego że należę do 63% polskich internautów zgrupowanych w FB jak i do tych 5% które spędza na tym portalu ponad 15 godzin tygodniowo. Po drugie, w pełni podpisuję się pod wizją edukacji w dziedzinie funkcjonowania w internecie (na wzór przysposobienia obronnego, przysposobienie internetowe). Choć wydawać się może, że wystarczyłoby stosować w wirtualnym życiu podobne zasady co w tym realnym (np. nie rozpowszechniamy dobrowolnie swoich poufnych danych, czy chociaż stosowanie ograniczonego zaufania). Są sytuacje przed którymi nic i nikt nie jest w stanie nas ochronić, są także sytuacje przed którymi jesteśmy w stanie ochronić się sami. 

wtorek, 21 września 2010

Błądzić może każdy

Kiedyś napisałem pewien fragment tekstu zatytułowany„Czasami nie mówić nic”, … w podobnym stylu napisałem w serwisie Redakcji Newsweek’a.pl: „Między jednym światem a drugim. Pozwolę sobie zacytować pierwszy komentarz który otrzymałem pod ostatnim z cytowanych tekstów.

Portier
Mam taką teorię, że błądzić może każdy, ale ocenia się ludzi za to, co robią, gdy już wiedzą, że zbłądzili. Proszę spojrzeć na to, o czym Pan napisał tak: ile razy mówimy coś, czego żałujemy, ile razy robimy coś, co później okazuje się głupie? Dziesiątki? Setki? Zamiast stron www te nasze codzienne potknięcia i porażki zostają śladem w życiorysach ludzi, których napotkaliśmy. Czasem to większy ciężar i odpowiedzialnośc zarazem niż chybiony wpis na jakimś forum...

Nie sposób się nie zgodzić. Nie poruszamy się przecież w krainie bogów, czy też półbogów, którzy nie popełniają błędów. Najgorsze są te których konsekwencje ponoszą inni w życiu realnym. I rzeczywiście, oceniamy ludzi po tym że w ogóle popełniają błędy, tylko po tym, czy są się wstanie do tego przyznać, czy biorą za nie odpowiedzialność i wyciągają z tych błędów odpowiednie wnioski. Przed popełnianiem błędów nic nas nie uchroni. Często nawet przestrogi innych. Ostatnią obroną jest własne doświadczenie. Nie wychylanie nosa z czterech ścian, swoistej fizycznej i psychicznej izolacji, doświadczenia tego nie zdobędziemy.

piątek, 25 czerwca 2010

Prywatność nie istnieje

Prywatność w sieci nie ma większego znaczenia
Anonimowość w sieci jest mitem. Pojawiają się coraz bardziej wyrafinowane programy pozwalające tropić internautów. Tylko że nam wcale to nie przeszkadza.

Gdybym dzisiaj, a nie przed sześciu laty tworzył Facebook, w ogóle nie dbałbym o ochronę danych prywatnych. Ludzie przestali jej potrzebować – mówił przed kilkoma tygodniami Mark Zuckerberg, założyciel popularnego serwisu społecznościowego
(...)
I co na to internauci? Właściwie nic. Odzywają się wprawdzie pojedyncze głosy oburzenia, ale osób logujących się codziennie do Facebooka nie ubywa.
(...)
W zeszłym roku dwóch studentów z Instytutu Technologicznego Massachusetts, Carter Jernigan i Behram Mistree, opracowało program, który badając profile na Facebooku, jest w stanie z 78-procentową dokładnością ustalić, czy należą one do geja, czy do heteroseksualisty
(...)
Herbert H. Thompson, programista i specjalista w dziedzinie zabezpieczeń komputerowych, postanowił pokazać znajomym, jakie to proste. Kilkorgu z nich zaproponował, że włamie się do ich bankowych kont internetowych, bazując wyłącznie na tym, co o nich wie, i na informacjach znalezionych w sieci. Wyniki jednej z takich prób (udanej) opisał na łamach pisma „Scientific American”.
(...)
W zeszłym roku prof. M. Eric Johnson z Dartmouth College i jego współpracownicy ustalili na przykład, że dane medyczne wyciekają z komputerów lekarzy, jeśli ci korzystają z tzw. serwisów peer to peer, takich jak Gnutella czy Fast Track, pozwalających wymieniać się plikami muzycznymi z innymi użytkownikami sieci. Badacze zlokalizowali w sieciach tych serwisów dane tysięcy ludzi zawierające takie informacje, jak płatności za usługi medyczne, szczegółowe diagnozy chorób, a nawet dane na temat leczenia psychiatrycznego.
(...)
Paweł Górecki
27 maja 2010 11:12; Newsweek Polska

W nawiązaniu do ostatniej mojej wypowiedzi na tym blogu po prostu nie mogłem pozostawić tego miejsca bez wspomnienia o tym artykule. Pamiętam gdzieś kiedyś pewien informatyk powiedział o internecie: To rzeka z której się nie wychodzi, raz coś napiszesz zostaje tam na zawsze, a dotrzeć do tego nie jest aż takie trudne.

niedziela, 6 czerwca 2010

Czasami nie mówić nic

Czasami mam wrażenie że lepiej nie mówić nic. Lepiej się nie odzywać. Lepiej nic nie mówić, nie publikować, nie wypowiadać się, nie ujawniać swojego stanowiska zbyt oficjalnie. To jest przekaz części starszego pokolenia, które często dociera do mnie. Ta nieufność wobec internetu. W skrócie najlepiej w internecie nie istnieć. I czasami mi się ten pogląd udziela. Ale jak już się do wody wejdzie to już się jest mokrym. Także w ten oto sposób czuje się jak miedzy młotem a kowadłem. Z jednej strony opór. Z drugiej strony coś pcha mnie w tym kierunku. Mam kolejny tytuł na podręcznik: "Twórczość blogereska dla opornych"