sobota, 16 marca 2013

Google zabije Reader'a!

Trzeba podjąć decyzję. Nie spieszyć się, takie sprawy nie lubią pośpiechu. Trzeba spróbować zrobić to po cichu, choć wydaje się to nie wykonalne. Nocą pierwszego lipca, między pierwszą a trzecią w nocy, w jednym z parków pełnych podpitych nocnych marków wracających z całoweekendowej imprezy, pod spróchniałym drzewem, w mokrej, przegniłej ziemi zakopane zostaną zwłoki. Nikt nie przypuszczał że tak skończy. Lubiany i szanowany przez wiele osób ... statystyki były jednak nieubłagane ... strzałka w wykresie szła w dół. Choć wciąż lepszy od konkurencji... nie jest już opłacalny dla szefa. "Nie zarabiasz dla firmy, przynosisz straty!". Pozbycie się balastu jest najlepszym rozwiązaniem. 


Decyzja została już podjęta przez szefostwo giganta. Google zabije Reader'a jedno z swoich dzieci. Najsłynniejszy chyba czytnik kanałów RSS, zakończy swoją działalność. Prawdę mówiąc czuje się zaskoczony, a jeszcze bardziej zasmucony tą złą nowiną. Przez cały czas miałem wrażenie że Google Reader należał do żelaznej siódemki - najlepszych usług dostarczanych przez Google: gmail, kalendarz, dysk, google+, YouTube, Blogger oraz wspomniany Google Reader. Nie wspominając już o numerze osiem ... a w zasadzie numerze jedynce - matce szczepu wyszukiwarce Google. To właśnie zestawienie tworzy dla mnie potęgę serwisu, który w pełnym zintegrowaniu wszystkich tych usług pozostawia wszystkie inne serwisy w tyle. Dzięki tej integracji nigdy nie możemy w przypadku Google mówić tylko o mailu, portalu społecznościowym, serwisie blogerskim, czy wirtualnym dysku. Mówiąc Google trzeba mówić o wszystkich jej częściach jako całości. Mówią że Google Reader, jak i w ogóle czytniki RSS przestają przystawać do zmieniającej się rzeczywistości. Czas portali społecznościowych nadszedł i tyle. Nie zgadzam się z tym. Pierwsza rzecz, obydwie rzeczy Google+ jako portal społecznościowy jak i Google Reader jako czytniki nie kolidują, ani nie dublują się na wzajem. Druga sprawa ... tak z mojego punktu widzenia, ... "blogera niedzielnego", Google Reader jest (jeszcze) jednym z podstawowych narzędzi pracy w sieci. Bez zbędnych udziwnień, bzdurnych rzeczy które zasłaniają tekst, przejrzyste miejsce które zbiera aktualne dane, z długo budowanej bazy blogów, serwisów internetowych i innych stron www. Ciężko będzie mi szukać teraz alternatywy. Tak jak wielu użytkownikom Readera.