niedziela, 23 marca 2014

Kto jest wrogiem ebook'a?

Grafika ze strony:
drscavanaugh-ebooknews.blogspot.com
Głównym problemem wydawców książki elektronicznej niekoniecznie jest szerzące się piractwo umożliwiane między innymi przez serwis chomikuj.pl. W Polsce głównym napiętnowanym jest wyżej wymieniony "chomik" który jest kreowany na złodzieja, a przynajmniej na serwis umożliwiający okradanie wydawnictw i twórców literatury. Zwolennicy jak najtańszej książki (według których dobra cena, to cena bliska zeru) za wroga mają wydawców, którzy chciwie chcą zarobić jak najwięcej na czytelnikach (i często na autorach także).

Tymczasem do sporu o cenę książki elektronicznej swoje trzy grosze dodaje ze swojej strony ...
... państwo. Polski rynek książki elektronicznej w stosunku do zachodnich państw UE wciąż raczkuje. Ale według danych Instytutu Książki* polski rynek przyniósł w 2012 r. ponad 100% wzrost swojej wartości dochodząc do poziomu 50 milinów złotych. Sprzedaż samych czytników ebook'ów osiągnęła 150 tysięcy (nie wliczając w to tabletów których sprzedaż wyniosła coś koło 600-700 tysięcy). A mamy do czynienia tylko z 2012 rokiem. Można powiedzieć więc że środki techniczne do czytania książek elektronicznych w Polsce są, chęci też ... czytelników ebook'ów przybywa. Problem pojawia się oczywiście przy cenie książki elektronicznej która jest porównywalna a często identyczna z ceną książki papierowej. Różnica jest natomiast w wysokości podatku VAT który w przypadku ebook'ów wynosi w Polsce 23 proc., a w przypadku książki papierowej 5 proc. Oczekiwania czytelników związane z mniejszymi cenami książki elektronicznej, zderzają się z polską rzeczywistością.

Ale czy winę za ceny ebook'ów można zrzucić jedynie na irracjonalnie zawyżony podatek? Przytaczając słowa Hanny Uszyńskiej z Polskiego Radia** także autorzy żądają wyższych tantiem w przypadku e-booków, motywując to niższymi kosztami wydania takiej książki. Mitem okazać się mogą także koszty dystrybucji elektronicznej. Przeważnie firmy zajmujące się przystosowaniem książki do elektronicznej dystrybucji zasłaniają się tajemnicą handlową. Wydawnictwa natomiast zarzekają się że dystrybucja książek elektronicznych pożera od 40 do 50 procent kosztów.

Każdy z uczestników procesu w którym książka wędruje od autora do czytelnika, dba w pierwszej kolejności o swoje interesy, płacąc po drodze odpowiedni procent podatku. Każda ze wspomnianych instytucji zarzeka się, że na sercu leży jej dobro kultury, rozwój czytelnictwa itd. Ale nie zmienia to faktu że w pierwszej kolejności dba o swoją kieszeń. Bo za coś trzeba żyć, czy jest się autorem, wydawcą, czy czytelnikiem. Ale póki nie będzie racjonalnych regulacji prawnych które będą dbały o interesy każdej ze stron, to relacje państwo>autor>wydawca>czytelnik nie będą należały do zdrowych i wszyscy będą się okradać nawzajem.