piątek, 28 marca 2014

Lśnienie - ikona horroru z perspektywy 37 lat

Przygodę z Stephenem Kingiem zacząłem niedawno. Postanowiłem przestać zadowalać się jedynie ekranizacjami jego książek. W końcu King to nie byle kto. Człowiek którego książki rozeszły się w nakładzie 350 milionów egzemplarzy, staje się w dzisiejszych czasach automatycznie legendą, której trudno dorównać. Specjalnością Kinga jest horror, lecz ze wszystkich ekranizacji książek tej chodzącej legendy to właśnie Zielona mila i Skazani na Shawshank powodowały chęć sięgnięcia po papierowy oryginał.
Stanąłem przed wyborem: od której książki zacząć. Jak można się domyśleć wybór padł na Lśnienie. Tytuł dla niektórych będący kwintesencją dzieł Kinga. Gdziekolwiek się wpisze Stephen King tam praktycznie na pierwszym miejscu jako najważniejsze dzieło, a przynajmniej jedno z najważniejszych dzieł wymienione jest własnie Lśnienie. Ale ...
... czy  Lśnienie największe, najlepsze, naj... naj... naj... ze wszystkich dzieł Kinga? Na pewno najsłynniejsze dzięki pewnemu panu nazwiskiem Stanley Kubrick, który to wyreżyserował filmową, dość luźną interpretację tej książki. Ekranizacja ukazała się na ekranach kin w 1980 roku. Odbiór filmu był na tyle chłodny, że otrzymał dwie nominacje do nagrody Złotych Malin (anty-Oskary - nagroda za najgorszy film roku, aktora, aktorkę, reżysera itd.) w kategorii gra aktorska dla Shelley Duvall i reżyseria dla Stanley'a Kubrick'a. Mimo brutalnej krytyki ze strony znawców filmowych, film stał się finansowym sukcesem. Ikoną filmu stał się Jack Nicholson odtwórca roli Jack'a Torrance'a. W roli tej doskonale ujawnił zdolności do grania czarnych charakterów.


Co można powiedzieć natomiast na samej książki? Niewątpliwie została spłaszczona przez Kubrika, zmielona, przetworzona, niemalże zbezczeszczona. Film był zaledwie komedyjką, choć niektóre sceny przeszły do klasyki zabiegów filmowych budujących napięcie. Stało się tak mimo, że przez krytyków określane są te sceny jako przekoloryzowane. Ze stronic książki wieje nieco więcej powagi. Fabuła jest o wiele bardziej skomplikowana, niż w przypadku filmu ... i bardziej refleksyjna. Cała akcja kręci się w oku nieokreśloności, tego co targa głównymi bohaterami: siły nadprzyrodzone, czy bardziej dające się wytłumaczyć racjonalnie, szaleństwo spowodowane odcięciem od świata, wspomagane przez jednego z bohaterów alkoholizmem. Powieść jest jednak utrzymana w klimacie horroru, mającego przynieść głównie rozrywkę, a nie jakąś głęboką refleksję. Z perspektywy 37 lat od pierwszego wydania Lśnienia (1977r.) uderza mnie zupełnie coś innego. Ilość innych książek, filmów i tym podobnych wzorowanych na Lśnieniu ... nie koniecznie na filmie Kubrika, ale przede wszystkim na samej książce Stephena Kinga jest tak ogromna, że można mieć wrażenie że napotykało się na ślady tego dzieła przez cale życie, na każdym kroku. Setki filmów i i jeszcze kilka książek można by zatytułować: Coś jak Lśnienie S.Kinga

Czy Lśnienie to wybitna książka? Moim zdaniem nie. Jest dobra, może nawet bardzo dobra. Z pewnością nadaje się na to by zaliczać się do klasyków gatunku. Ale jednak mimo wszystko nie nie jest wybitna. Zakładam że nie jest ona wyznacznikiem jakościowym pozostałych książek Stephena Kinga. Inaczej pewnie stracił bym zapał do zgłębiania jego twórczości. 

Po wielu latach fani Kinga doczekali się kontynuacji Lśnienia o tytule, który odbija się już od dawna echem w mediach: Doktor Sen. Na szczęście dla czytelnika Hotel Panorama to już przeszłość, ale nie dla Danny'ego Torrance'a o którego dalszych przygodach traktuje ta powieść.




Zdjęcia i Grafiki:

  1. Zdjęcie  z ekranizacji Lśnienia. Źródło: www.introkultura.pl
  2. Jack Nicholson w roli Jack'a Torrance'a www.filmoteka.dworzynski.pl
  3. Okładka polskiego wydania. Wyd. Pruszński i S-ka; Źródło www.krzysztof-ulejczyk.pev.pl