piątek, 15 maja 2015

Wychłostajmy naszych polityków!

Nic chyba bardziej nie może obudzić kampanii wyborczej niż wynik pierwszej tury, burzący wszelkie prognozy sondażowe. Powoduje to szok tak duży, że można by pomyśleć że jest to cios Dawida zadany Goliatowi. Choć porównanie Komorowskiego i Dudy do Goliata i Dawida, było by troszeczkę na wyrost. Ale niewątpliwie możemy mieć teraz wrażenie że nagle obywateli bardziej interesują wybory prezydenckie. Jednakże nadal dla sporej części obywateli temat wyborów pozostanie jedynie kolejnym przerywnikiem (zaraz po reklamach) w oglądaniu telewizyjnej "mielonki".


Dla tych co postanowią jednak pofatygować się do urny wyborczej, w większości będzie to pewnie rodzaj plebiscytu popularności: kto będzie lepiej wyglądał "... pod żyrandolem". Jak klikanie Like! na facebook'u, bez głębszego zastanowienia. Z kotłowaniny dla Kowalskiego wynika jedynie to że niby trzeba na wybory iść, ale przecież i tak prezydent nic nie może. A jednak prezydent może ..., choć nie tyle ile obiecują/obiecywali kandydaci. Bo z długości listy obietnic można by wnioskować że mamy do czynienia nie z wyborami, ale z wolną elekcją, a wybrany w jej skutek monarcha ma władzę wręcz absolutną (co jest przynajmniej dyskusyjne jeśli chodzi o polską historię wolnej elekcji). Może i przywracanie monarchii w Polsce byłoby utopią. Ale już pacta conventa? Każdy obywatel obejmujący urząd prezydenta, czy też mandat poselski, senatorski musiałby podpisać się pod listą swych obietnic i przyrzec je wypełnić ... pod groźbą surowej kary ... np. publicznej chłosty.