niedziela, 30 października 2016

Halloween - dorabianie ideologii

Kolejny akt komercjalizacji wszystkiego co się da. Tym razem kalendarz wyznacza nam mix najróżniejszych guseł pradawnych jak i współczesnych, oraz najróżniejszego zestawu zwyczajnych bajek. Prócz przysłowiowego rolnika, który właśnie niedawno zebrał polny w postaci dyń, zarobią w tym okresie producenci gadżetów. Przy okazji, paru księży wspomni o szkodliwości zabobonów etc. Niby co roku to samo. Pewnie nie zwrócił bym uwagi na te całe zamieszanie (wbrew pozorom nie takie duże). Jak można się domyśleć ... zawsze jest jakieś ale ...



Przeglądając strony poczytnego polskiego tygodnika napotkałem wypowiedź Jana Hartmana zatytułowaną Niech żyje Halloween! Trzeba przyznać Profesrowi że jest w stanie przykuć uwagę. Bardzo szitbko zacząłem czytać cały tekst od początku. Oczywiście nie darowałem sobie przeczytania paru komentarzy pod tekstem. Zastanawiam się przy tym, czy ten tekst traktować jako ironię i prowokację, czy też zupełnie poważnie.

Czy powinniśmy uwieżyć w to że ten nie tyle ateistyczny co antyklerykalny tłum naszych współrodaków, podchodzi do Halloween jako do buntu wobec kościoła, oraz kultywowania tradycji słowiańskich?
Już widzę już to jak rzesze dzieciaków i towarzyszących im w zabawie "dorosłych" czuje więź ze swoimi przodkami z przed ponad tysiąca lat, skrzywdzonymi i zniewolonymi przez kościół katolicki. Skrzywdzonymi nie jednokrotnie ale przez kolejne ponad tysiąc lat historii Polski. Oczami wyobraźni widzę wieź z pra-Słowianami i ich pogaństwem - który pewnie ze względu na problemy z jego odtworzeniem łatany jest komercyjną wersją koktajlu zachodnich ludowych wierzeń.

Oczywiście negować sposobów wprowadzania chrześcijaństwa w Europie i poza nią nie ma co negować. Czyny których chrześcijanie podejmowali się w imię Boga i nawracania na właściwą wiarę, przeczyły ich własnym normom religijnym, jak i ogólnie przyjętym normom moralnym, częściej niżbyśmy wszyscy chieli. Podobnie zresztą rzecz się miała wśród przedstawicieli wszystkich postałych "starych" religii. A i teiści w dziejach historii nie mają czystego sumienia. Zło potępiać trzeba bez względu na to jaką postać przybierze.

Lecz czy chcemy by to Haloween - jako rzekoma łata tych przed chrześcijański, ale zato słowiańskich tradycji, których nie jesteśmy w stanie odtworzyć - ma być wyrazem naszego protestu, wobec zła trawiącego całą ludzkość, jak mnie mam, a nie tylko kościół katolicki? Chyba że Haloween ma być tym czynnikiem który obali religie nie tylko chrześcijańską, ale religię jako taką. W sumie, nie można się obszeć wrażeniu, że burząc ołtarze stawiamy cokoły, a na nie wznosimy kapitał. Nowy obiekt kultu, w ramach protestu wymieniamy, na maskę zombie, albo strój wampira.
Brzmi komicznie ... i strasznie! Jak na Halloween przystało. 


* Grafika ze strony